W pożarze nikt nie został poszkodowany. Ogień objął elementy instalacji antenowej, a uszkodzeniu uległ również agregat prądotwórczy. Na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej. Sprawą zajęły się także policja oraz służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa.
Zgłoszenie o pożarze dotarło do strażaków z Grójca tuż po godzinie 21. To właściciel posesji, na której znajdowała się infrastruktura łącznościowa, zauważył pożar i powiadomił służby.
Na miejsce zdarzenia natychmiast wysłano trzy zastępy straży pożarnej. Strażacy szybko przystąpili do akcji gaśniczej, co pozwoliło na szybkie opanowanie sytuacji i zapobieżenie dalszemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Najważniejszą kwestią pozostaje teraz ustalenie przyczyny pożaru. Ze wstępnych ustaleń wynika, że jednym z rozpatrywanych scenariuszy jest podpalenie rozdzielni. Służby biorą jednak pod uwagę również możliwość zwarcia instalacji elektrycznej.
Z uwagi na znaczenie tej infrastruktury, o pożarze została powiadomiona Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralne Biuro Śledcze Policji. Służby te będą prowadzić dalsze działania mające na celu wyjaśnienie przyczyn zdarzenia oraz ewentualne zabezpieczenie miejsca.
- Policjanci na miejscu wykonują czynności procesowe. Na ten moment nie mówimy o żadnym podpaleniu, ani jakiekolwiek takiej informacji, bo to wszystko będzie ustalane. Straż pożarna zakończyła czynności na miejscu, w tej chwili policjanci wykonują czynności procesowe - starszy aspirant Marcin Sawicki z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.
Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, również na antenie TVN24, zasugerował, że "nie można wykluczyć akcji sabotażowej". Jego słowa wskazują na możliwość celowego działania mającego na celu uszkodzenie infrastruktury krytycznej, co mogłoby mieć poważne konsekwencje dla łączności internetowej w regionie.
Z kolei minister Tomasz Siemoniak powiedział w TVN24, że w związku z wieloma aktami sabotażu, do których ostatnio dochodzi nie można go wykluczyć i w tym przypadku, ale "nie należy przesadzać i poczekać na zbadanie dowodów". Jego zdaniem pożar jednak stacji nie zakłuci pracy całego systemy Starlink.
Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński tak podsumował to co się obecnie dzieje: — Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego są na miejscu. Weryfikują, analizują wszystkie informacje, które do tej pory zostały zebrane. Nie wpadajmy w panikę. Nie wszystkie podpalenia są aktami dywersyjnymi. Wszystko jest bardzo skrupulatnie wyjaśniane. Na miejscu są strażacy, policjanci, agenci ABW. Ostrzegam przed pojawiającymi się fake newsami. Zapewniam, że sprawa zostanie do końca wyjaśniona — mówił rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych na briefingu.
Jak powiedział "rozważane są różne wersje tego zdarzenia". - Po pierwsze, zawsze w tego typu sytuacjach przyczyną pożaru może być umyślne podpalenie, zwarcie instalacji elektrycznej, uderzenie pioruna. Faktem jest, że pożar rozpoczął się od agregatu, więc są dwie wersje: umyślne podpalenie lub zwarcie instalacji. Jeżeli jest to umyślne podpalenie, to trzeba znaleźć sprawcę i sprawdzić motywy, jakimi się kierował.
Naziemna stacja bazowa, określana również jako gateway, jest elementem infrastruktury umożliwiającej połączenie satelitów Starlink z naziemną siecią internetową.
Polska instalacja wraz ze stacją znajdującą się w Kownie na Litwie obsługuje użytkowników w Europie Środkowej. Z polską stacją łączyły się również satelity znajdujące się nad terytorium Ukrainy.
Pożar objął elementy infrastruktury wykorzystywanej do obsługi łączności satelitarnej. Ta infrastruktura odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu łączności internetowej dla naszego regionu Europy, w tym dla Ukrainy.