Prezydent Radomia, Radosław Witkowski:
"Czego oczekuję od dyrektora Jarosława Rabendy? Podpisujemy kilkuletnią umowę, w tracie której dyrektor Rabenda będzie mógł swoje impresje, swoje wizje, swoje pomysły i swoje projekty w naszym Teatrze realizować. Kilku rzeczy jednak oczekuję.
Po pierwsze, oczekuję stabilizacji, jeśli chodzi o sytuację Teatru. Chodzi o zespół, którym pan dyrektor będzie zarządzał, ale też z takim zespołem trzeba współpracować. Po drugie, bardzo liczę na kolejne dobre, nowe, nowatorskie, rozwojowe pomysły, jeśli chodzi o Festiwal Gombrowiczowski. To niewątpliwie jeszcze niewykorzystany nasz atut i myślę, że to jest ten czas panie dyrektorze, kiedy trzeba też jasno zaakcentować, że Festiwal Gombrowiczowski jest bardzo ważnym wydarzeniem dla naszego miasta, dla naszej kultury i dla naszych mieszkańców.
Po trzecie, to chyba najłatwiejsze, czyli w dalszym ciągu rozkochiwać Radomian w naszym teatrze, czyli budować jak najliczniejszą publikę, publikę, która będzie się wzruszać, ale także bardzo dobrze się bawić przy tych spektaklach wystawianych w naszym Teatrze.
No i po czwarte panie dyrektorze, nasz radomski teatr musi również uczyć młode pokolenia Radomian, uczyć się teatru, uczyć kultury i tego wszystkiego, co możemy młodemu pokoleniu przekazać. Nie ukrywam, że nasze instytucje kultura, przede wszystkim nasz teatr jest naprawdę perłą w edukacyjnej koronie i takie zadania stawiam przed panem dyrektorem.
Dziś jest miło, sympatycznie, uśmiech, gratulacje i oczywiście damy trochę czasu panu dyrektorowi, żeby się rozpędził, wprowadził swoje pomysły w życie. Ale pewnie za kilka, kilkanaście miesięcy, wspólnie z panem wiceprezydentem, Bartoszem Bednarczykiem, będziemy już pana dyrektora rozliczać z tych działań."
Dyrektor Teatru Powszechnego w Radomiu, Jarosław Rabenda:
"Proszę Państwa, ja zapraszam Państwa do teatru powszechnego, to znaczy do teatru popularnego, eklektycznego. Zgodnie z życzeniem wyrażonym przez organizatora, przez Pana Prezydenta Radosława Witkowskiego, tak się szczęśliwie składa, że ja się bardzo zgadzam z tą koncepcją. I uważam, że jedyny teatr w promieniu 80 kilometrów winien być teatrem, który odpowiada na zainteresowanie możliwie najszerszego spektrum oczekiwań naszych widzów. Dlatego zapraszamy Państwa na różnorodny repertuar, bardzo różnorodny.
Od antycznej tragedii, po współczesną brytyjską farsę, od teatru lekturowego, klasyki lekturowej, po musical, od teatru, który będzie reagował na bieżące wydarzenia, który będzie opowiadał o kondycji człowieka XXI wieku, po bajki dla dzieci. Myślę, że ta oferta będzie satysfakcjonująca, a jej głównym wspólnym mianownikiem będzie jakość. Będzie to oferta oparta na znakomitej literaturze przede wszystkim i te jakość zapewnią również zaproszeni do produkcji realizatorzy.
Dość powiedzieć, że już w nadchodzącym sezonie będzie z nami pracował Mikołaj Grabowski, legenda polskiego teatru Maciej Wojtyszko, ale też młodzi twórcy, którzy już zdążyli zdobyć wiele laurów w teatrach w całym kraju i nie tylko w kraju. Daria Kopiec czy Monika Czajkowska. To tylko w tym najbliższym sezonie.
Najbliższy sezon, skoro już o nim mowa, jest dosyć szalony, bo przed nami ostatnia edycja Festiwalu Gombrowiczowskiego. Nie rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale ostatnia edycja Festiwalu Gombrowiczowskiego w starej formule, bo było za mało czasu, żeby przedstawić nową formułę. Też o tym myślimy od dawna.
Zaraz po festiwalu, który odbędzie się ostatni raz, w tej starej formule, zbierze się nowa komisja artystyczna tego festiwalu złożona z gombrowiczologów, reżyserów, twórców teatru, osób związanych z muzeum we Wsoli i wymyślimy nową formułę. Ja mam pewne pomysły. Chciałbym, żeby ten festiwal był trochę mniej branżowy, bo teraz on się nam zrobił właśnie taki branżowy.
On satysfakcjonuje w ogromnej mierze gombrowiczologów, artystów, a w coraz mniejszej interesuje naszych widzów. Chcielibyśmy ten trend odwrócić. Zrobić go nowocześniejszym, takim jak dzisiaj wszystkie ważne festiwale w Polsce. To znaczy, żeby poza twórczością Gombrowicza były tam również dzieła wywiedzione z myśli mistrza, na podstawie jednego z haseł zaczerpniętych z jego twórczości.
Potem, jakby tego było mało, to jest ogromne logistyczne wydarzenie, festiwal gombrowiczowski. Chcemy się włączyć w obchody 50. rocznicy Radomskiego Protestu Robotniczego Czerwiec 76. W listopadzie zaprosimy na premierę, ogromną premierę z wielką obsadą, z wykorzystaniem wszystkich możliwych technik teatralnych. Będzie to "Na ścieżkach zdrowia" Pani Teresy Opoki w reżyserii Andrzeja Sadowskiego. On już przygotował jedną premierę na rocznicę Radomskiego Czerwca, paręnaście lat temu. To reżyser z Krakowa. Już pracujemy nad tym wydarzeniem.
A jakby tego jeszcze było mało, to mamy w przyszłym roku 50. rocznicę istnienia Teatru Powszechnego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. Już pracujemy nad tym, żeby przygotować odpowiednie obchody tej uroczystości. Mamy nadzieję, że jej głównym momentem będzie benefis Teatru Powszechnego z udziałem wspaniałych artystów, byłych dyrektorów, których zapraszamy do udziału. Ale też będzie to otoczone dwiema premierami wybitnymi. Mam nadzieję, o szczegółach już niebawem Państwa poinformujemy. W tej chwili pracujemy nad programem.
Proszę Państwa, ja 35 lat temu związałem swoje życie z Teatrem Powszechnym bardzo świadomym wyborem. Świadomym wyborem. Dlatego dobro tego teatru, jego rozwój, jego sukces jest moim celem jedynym i nadrzędnym. Chciałbym, żeby ten teatr, poza tym, że musi odpowiadać na zapotrzebowanie, to bieżące, codzienne; że musi gwarantować rozrywkę, że musi gwarantować edukację, żeby zaistniał na wielu festiwalach. Żebyśmy z nim pojeździli, bo ten teatr no to zasługuje. Żebyśmy się pokazali.
Mieliśmy wybitne spektakle, takie jak "Władza" na przykład, a których nie udało się nigdzie nikomu pokazać. Mieliśmy wybitne spektakle klasyki światowej, Szekspira, Witkacego, różne inne. Ale nie udało się nigdzie ich pokazać. Ja się trochę z tym nie zgadzam. Będziemy się przygotowywali każdego roku do jednego konkretnego festiwalu. Dobierzemy odpowiednio twórców, realizatorów po to, żeby tam próbować zaistnieć. Żeby nas było też widać.
Poza tym bardzo rozwijamy swoją - na czym mi szalenie zależało - komunikatywność z naszymi odbiorcami. Państwo widzieli pewnie te nowoczesne formy komunikacji, te LED-y na przykład, czy nowe formy promocji. Bardzo zwracamy na to uwagę, żeby to wszystko było na miarę czasów, w których żyjemy. Żeby je dogonić, bo troszeczkę mam wrażenie w ostatnich latach nam uciekły.
I to co dla mnie najważniejsze, a może to widzów najmniej interesuje, ale zwiększyliśmy znacząco rentowność naszych scen. To był największy problem. Scena fraszka zawsze była sceną nierentowną. Scena kameralna na jedną stronę zawsze była sceną nierentowną. To się musiało kiedyś skończyć, dlatego pierwsze wysiłki poszły właśnie na to, żeby fraszkę przenieść do większego pomieszczenia, żeby zwiększyć widownię na scenie kameralnej do spektakli granych na jedną stronę. I w tej chwili te przedstawienia już nie są nierentowne, a to z mojego punktu widzenia, jako gospodarza jest szalenie ważne."