Poniedziałek 18 maja
Eryka, Aleksandry, Feliksa

Leandro Rossi Pereira podzielił się z czytelnikami Radom24.pl spostrzeżeniami, jakie towarzyszyły mu podczas pożegnalnego meczu z Lechem. Powiedział też o swoje przyszłości

Maciej Kwiatkowski 2026-05-18 13:35:00

Leandro Rossi Pereiera, legenda i ikona Radomiaka w jednym w dziewiątej minucie meczu z Lechem Poznań usłyszał ostatni gwizdek w swojej pięknej piłkarskiej karierze. Emocje, jaki towarzyszyły mu w trakcie wyjątkowego wydarzenia, trzymają go do dziś.
 

Leandro Rossi Pereira po raz ostatni w roli kapitana

autor: Maciej Kwiatkowski

Rozmowa z: Leandro Rossi Pereiera, piłkarzem Radomiaka Radom

Maciej Kwiatkowski: Czy emocje już opadły?

Leandro Rossi Pereira: Nie jeszcze nie. Cały czas przechodzą mnie ciarki jak wspominam sobotni wieczór.

- Spodziewałeś się tak efektownego zakończenia swojej pięknej kariery?

- Ja wiedziałem, że działacz klubu, cała drużyna i w końcu kibice szykowali się na to pożegnanie, ale to czego doświadczyłem, to przeszło moje wszystkie oczekiwania.

Zacznijmy zatem od początku. Po raz pierwszy od dłuższego czasy wyprowadziłeś drużynę w roli kapitana. Czułeś wyjątkową odpowiedzialność za zespół?

- Na pewno było to cos wyjątkowego. Zdawałem sobie sprawę, że do tej pory najczęściej za zawodnikami byłem w szatni, a teraz wspólnie z nimi miałem na boisku odpowiadać za wynik. I to nie przeciwko, byle jakiej drużynie, a najlepszej w lidze. Obciążenie było wielkie, zwłaszcza że chłopaki z zespołu mówili mi, że przez te dziewięć minut zrobią wszystko, żeby znaleźć mnie w polu karnym i podać piłkę, która umożliwi mi zdobyć gola. Pięknie im za to dziękuję.

- W szóstej minucie byłeś o centymetry, żeby go ostatecznie uzyskać...

- Tak, sam Janek Grzesik powiedział mi, że szkoda że pół sekundy wcześniej się nie znalazłem w tym miejscu, żeby jeszcze przed linią bramkową dobić futbolówkę. 

- Chwilę później w 9 minucie usłyszałeś ostatni dla siebie gwizdek w karierze. Obie drużyny ustawiły się w szpalerze i gratulowali ci pięknego wydarzenia.

- Przyznam się, że od pierwszego gwizdka arbitra spoglądałem co chwila na tablicę świetlną. Była druga, czwarta minuta i w końcu nadeszła ta dziewiąta. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Miałem łzy w oczach, chociaż powiedziałem sobie, że nie będą płakał. Nie chciałem po prostu opuszczą murawy.

Kolejne emocje towarzyszyły Ci w przerwie meczu, kiedy otrzymałeś pamiątkową koszulkę z liczbą rozegranych meczów w barwach Radomiaka. Ponadto zastrzeżony został numer 9 i na obiekcie RCS, zawisła koszulka. Piękne chwile.

- W przerwie to już był jakiś kosmos. Przez moment pomyślałem, czy ja rzeczywiście na to wszystko zasłużyłem? Później te owacje kibiców na stojąco, też zrobiły swoje. Chciałem wyściskać wszystkich kibiców na trybunach, ale oczywiście nie dane mi to było. Kocham ich wszystkich.

W końcu nadszedł czas na rundę honorową i przejście obok trybuny kibiców, na której pojawiła się oprawa - Santo Leandro.

- Brak słów na to się wydarzyło. Patrzyłem na kibiców, na ich oprawę i nie byłem w stanie powiedzieć słowa. Przyznałem tylko jedno - kocham Was. Później musiałem uspokajać rodziców. Płakali przez cały czas. Nigdy wcześniej nie sądzili, że aż tak ważną osoba jestem w Radomiu, że wszyscy tu mnie tak szanują.

Obecnie kibice zastanawiają się jak potoczą się dalsze losy Leandro Rossiego Pereiry. Nikt nie wyobraża sobie, że mógłbyś opuścić Radom, Radomiaka?

Ja też sobie tego nie wyobrażam, ale mam teraz wielki mentlik w głowie. Po pierwsze obiecałem trenerowi, że pojada z zespołem do Zabrza i będą ich wspierał. Dopiero po tym spotkaniu usiądę z dziewczyną i podejmiemy decyzje. Będą potrzebował trochę czasu, żeby przede wszystkim odpocząć po tym co się wydarzyło. Następnie poinformuję o podjętej decyzji. Ciężko mi powiedzieć, jaka funkcję będę pełnił. Czy to w klubowym biurze i ewentualnie tam będzie miejsce na wywieszenie koszulki, która w chwilach zwątpienia będzie dawała mi siłę. Istnieje też opcja, żeby zostać w szatni przy zespole, bo bardzo chcą tego koledzy. Niebawem okaże się, czym się będę zajmował w klubie.

Komentarze naszych czytelników

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Dodaj komentarz

Nie przegap