Sobota 23 maja
Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Kompromitacja Radomiaka w Zabrzu. Sześć stracony bramek i 10. miejsce na koniec sezonu

Piłkarze Radomiaka Radom przegrali w Zabrzu z Górnikiem aż 6:2. Ostatecznie podopieczni Bruno Baltazara sezon 2025/2026 w PKO Bank Polski Ekstraklasa zakończyli na 10. miejscu w tabeli. Rywale dzięki triumfowi zajęli drugie miejsce i będą reprezentować nasz kraj w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Radomiak musiał uznać wyższość Górnika w Zabrzu

autor: Jan Borys, rksradomiak.pl

Górnik Zabrze - Radomiak Radom 6:2 (4:0)

Bramki: Chłan 2 (9', 13'), Liseth (28’), Sadilek 2 (42’, 45'). Janża (53’) - Balde (72’), Soumah (80’)

Górnik Zabrze: Łubik (57. Loska) – Olkowski (79. Sáček), R. Janicki, Josema, Janża – Hellebrand (57. Donio), Sadílek (79. Kubicki), Ambros – Ikia Dimi, Liseth (68. Podolski), Chlan.

Radomiak Radom: Majchrowicz – Kingue, Ouattara, Diéguez, Grzesik (77. Markiewicz) – Donis – Luquinhas, Pedro (61. Blasco), Lopes (46. Baldé), Maurides (61. Soumah) – Baró (46. Camara).

Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)

Ponad 26 tysięcy widzów pojawiło się w sobotę w Zabrzu, by oglądać mecz ostatniej kolejki ekstraklasy, a także wziąć udział w oficjalnym zakończeniu kariery przez Lukasa Podolskiego. Radomiaka dopingiem wspierało z kolei ponad tysiąc widzów, co stanowiło wyjazdowy rekord. Ci liczyli, że ich ulubieńcy powtórzą najlepszy rezultat w historii ekstraklasy i awansują na siódme miejsce.

Dwie zmiany w porównaniu z poprzednim pojedynkiem nastąpiły w Radomiaku, bo na ławce zasiadł Elves Balde, a na trybunach legenda Radomiaka Leandro Rossi Pereira.

Tuż przed meczem trener Michal Gasparik, przyznał że ten mecz traktują jak finał na Stadionie Narodowym, kiedy jego podopieczni zdobyli Puchar Polski pokonując Raków Częstochowa. Oczywiście te plany chcieli zepsuć Radomianie, którzy także mieli swoje cele i ambicje.

Pierwszy celny strzał w czwartej minucie na bramkę Radomiaka oddał Patrik Hellebrand, ale na posterunku był Filip Majchrowicz. Chwilę później z rzutu wolnego piłkę w kierunku bramki gości uderzył Erik Janża, ale i tym razem, ze strzałem zmierzającym w prawy róg poradził sobie Majchrowicz.

Przewaga Zabrzan skwitowana została golem w ósmej minucie. Kolejny raz na zbyt wiele pozwoliła przeciwnikom obrona Zielonych. Piłkę w polu karnym przejął Ikia Dimi i próbował strzelić z ostrego kąta, ale trafił w Majchrowicza. Dobitka Maksyma Chłania zza pola karnego okazała się skuteczna, a zmierzająca do bramki futbolówka odbiła się jeszcze od Christosa Donisa i zmyliła golkipera.

W 13. minucie było już 2:0. Tym razem miejscowi wyprowadzili szybki kontratak z prawej strony boiska. W pole karne gości wpadł Dimi i wystawił piłkę do Chłana, który uderzył ją w kierunku dalszego słupka i zdobył szóstego gola w sezonie.

W 27. minucie o mały włos, a Zabrzanie prowadziliby już 3:0. Adrian Dieguez tak niefortunnie uderzył piłkę głową, że ta przeleciała tuż, obok słupka. Miejscowi szybko wznowili grę z rzutu rożnego, a piłkę w pole karne dośrodkował Lukas Ambros. Tam znalazł się Sondre Liseth i uderzeniem jej, tak zwanymi "nożycami" zmusił do kapitulacji Majchrowicza. Radomiak, po niespełna 30. minut był na kolanach.

Goście po raz pierwszy w meczu rywali nastraszyli w 34. minucie, ale wtedy zbyt słabo uderzał Romario Baro i bez problemów chwycił ją Marcel Łubik.

W końcu w 44. minucie napierający, co rusz w tej części Zabrzanie dopięli swego i po trójkowej akcji w polu karnym, dopadł do piłki Michal Sadilek i ze stoickim spokojem po raz czwarty umieścił ją w siatce. Wówczas zrehabilitował się za jesienną porażkę z Radomia, gdzie także było 4:0.

To nie był koniec emocji w pierwszych 45. minutach, bo właśnie tuż przed końcem tej części, ręce w geście triumfu, po raz drugi uniósł 26-letni Sadilek. Tym razem były zawodnik Slavii Praga, strzelił „piętką” po asyście Lisetha.

- Nie dotarliśmy na ten mecz z Górnikiem. Jestem mi wstyd i nie chcę za dużo powiedzieć – przyznał w przerwie Jan Grzesik, pełniący funkcję kapitana Radomiaka.

Na reakcję długo nie trzeba było czekać, bo już od początku drugiej połowy na boisku pojawili się: Ibrahima Camara i Balde, którzy zmienili Baro oraz Vasco Lopesa.

Roszady nie sprawiły zmiany obrazu gry. Wciąż miejscowi przedzierali się z łatwością pod bramkę Majchrowicza, gdzie co chwila pachniało szóstym golem. Ten padł szybko, bo już w 53. minucie. W polu karnym Zielonych zabawili się Chłan i Janża i Słoweniec strzelił, nie do obrony.

W odpowiedzi do siatki Łubika trafił Maurides Junior, ale napastnik w momencie oddawania uderzenia znajdował się na spalonym i gol nie został uznany. Od tego momentu obaj szkoleniowcy zaczęli dokonywać seryjnych zmian. Górnik prowadząc aż 6:0 wprowadził nawet na boisko rezerwowego bramkarza, bowiem mógł sobie pozwolić na taki wariant. Kibice oczekiwali jednak innej zmiany i jak najszybciej na murawie spodziewali się Lukasa Podolskiego. To nastąpiło w 68. minucie, gdy były mistrz świata i obecny właściciel klubu zmienił Lisetha.

W końcu w 72. minucie honorową bramkę uzyskał Balde. Wprowadzony po przerwie na boisko skrzydłowy, wymanewrował trzech rywali Górnika i strzałem w długi róg bramki, pokonał Tomasza Loskę.

Tymczasem w momencie, gdy wynik był rozstrzygnięty to w ekstraklasie w barwach Radomiaka zadebiutował Oskar Markiewicz. Wychowanek klubu w 77. minucie zmienił Grzesika. Zaledwie 180. sekund później, to nie on, a inny wprowadzony na murawę zawodnik – Salifou Soumah wykorzystał piękne kilkudziesięciometrowe podanie od Diegueza i zmniejszył straty do czterech goli. Tymczasem pod nieobecność dotychczasowych kapitanów w Radomiaku: Leandro, Wolskiego i Grzesika, po raz pierwszy w tej roli ostatnie minuty pełnił Christos Donis.

Tak słaby występ, jak ten sobotni, Radomiakowi po raz ostatni przytrafił się w Białymstoku w starciu z Jagiellonią. Teraz do 53. minuty, było jeszcze gorzej, a wstyd było wówczas nie tylko Janowi Grzesikowi, ale i ponad tysiącu osobom, które na wyjazd wybrały się z Radomia. Gdy Zabrzanie nieco spuścili z tonu i oddali inicjatywę Radomianom, to ci dopiero wtedy dwukrotnie umieścili piłkę w bramce wicemistrza kraju. Na uwagę zasługuje debiut w ekstraklasie Oskara Markiewicza.

 

Nie przegap