Radomiak przystąpił do meczu już bez Capity Capemby, który odchodzi do Sportingu Kansas City. W składzie Zielonych zabrakło też Cristosa Donisa, który został kontuzjowany w poprzednim meczu przeciw Arce Gdynia.
Zieloni po czwartkowym meczu z Arką mieli też o 48 godzin mniej odpoczynku od GKS, który grał mecz Pucharu Polski z Widzewem we wtorek.
W 4. minucie obrońcy Radomiak zgubili piłkę przed własnym polem karny, na szczęście Wdowiak i Nowak taż się pogubili, a gdy doszło wreszcie do strzału, Zrelak mocno przestrzelił.
Zaraz potem Radomiak odpowiedział kontrą, ale efekt był taki, że po dośrodkowaniu Grzesika zablokowany przez Czerwińskiego Maurides zgłosił uraz barku. Gdy tylko Brazylijczyk wrócił na plac gry miał ponownie swoją okazję po dograniu Wilson-Esbrand, lecz jego główkę złapał Strączek.
Pierwszy kwadrans bardzo wyrównany. Widać było, że Radomiak chciałby oddać pole do rozgrywania GKS, nie podchodząc do pressingu, ale Katowiczanie wybierali wtedy grę długimi podaniami.
W 16. minucie na strzał zdecydował się Balde, ale nie była to udana próba. Chwilę potem po drugiej stronie boiska, podobnie zza pola karnego uderzał Wdowiak, ale Majchrowicz pełnie obronił.
Rafał Wolski wykonywał rzut wolny w 23. minucie, po faulu na Wilsonie-Esbrandzie, lecz jego celny i mocny strzał został wybity przez jednego z obrońców na rzut różny.
Swoją szansę w 30. minucie zwietrzył Luquinhas, który w pełnym biegu dopadł do piłki po wybiciu jej przed pole karne przez jednego z obrońców Katowiczan. Bomba Brazylijczyka przeleciała jednak metr od spojenia bramki GKS.
Po półgodzinie gry nic w ocenie meczu się nie zmieniło - to nadal było wyrównane spotkanie, może ze wskazaniem na Radomiaka, który częściej był przy piłce.
W 35. minucie w świetnej sytuacji w polu karnym znalazł się Grzesik, jednak zamiast zdecydować się na strzał, szukał jeszcze podaniem kolegów, zagrał jednak niecelnie.
Dieguez znany jest z ostrej gry. Udowodnił to, kiedy niepotrzebnie w środku boiska sfalował Wdowiaka, za co zobaczył żółtą kartkę. Siódmą w sezonie. Niedługo potem Czerwiński niesportowo powstrzymał Balde, ale tym razem sędzia Kos nie sięgnął po kartonik.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy był najbrzydszy do tej pory w tym meczu. Gra była często przerywana faulami. W końcu po jednym z nich, w ostatniej minucie regulaminowego czasu padła kuriozalna bramka dla GKS. Nowak wykonywał rzut wolny z ponad 40 metrów. Dieguez, wyblokowany przez Czerwińskiego na linii pola karnego, padł na ziemię. Dzięki temu niepokojony Jędrych odbił piłkę czubkiem, ta trafiła w słupek i wróciła do niego, aby dobił ją do pustej bramki. Majchrowicz był zupełnie zdezorientowany.
Radomiak, znany z szybkiej gry, w pierwszej połowie tego nie pokazał. Na pewno bramka do szatni wiele zmieniła w taktycznym podejściu obu zespołów do drugiej połowy, ale z realizacją Zielonym szło ciężko. Być może wpływ na to ma jeszcze zmęczenie po meczu z Arką. Bo gdy po przerwie kibice spodziewali się szturmu na bramkę gości, nic takiego miejsca nie miało.
Natomiast to GKS podszedł wyżej, wcześniej próbując odbierać piłkę gospodarzom na ich połowie. Jedynym uzyskiem dla nich było to, że w 51. minucie żółtą kartką ukarany został Czerwiński, gdy kopnął od tyłu Grzesika.
Pierwszą bardziej składną akcję oglądaliśmy w 58 minucie. Gdy po akcji Luquinhasa, dośrodkowywał Balde, ale zbyt wysoko, by do piłki doskoczył dobrze ustawiony Maurides. 30 cm niżej i byłaby 100-procentowa szansa.
Po pierwszym kwadransie gry można było powiedzieć tylko tyle, że się odbył, a na jego koniec z boiska zeszli Maurides i Balde, a ich miejsce zajęli Tapsoba i Lopes.
W 62. minucie groźnie kontratakował GKS, ale gdy piłka trafiła do Nowaka, jego podanie w pole karne zostało wybite. Po tej akcji trener Górak przeprowadził w swym zespole trzy zmiany, ściągając z boiska m.in. Czerwińskiego, który wyraźnie pracował na drugie "żółtko", ale tym czasem zobaczył ją Wolski.
Po długim fragmencie bezowocnych zabiegów z obu stron, wreszcie celnie uderzał Luquinhas, ale zbyt lekko i zbyt blisko Strączka, aby go zaskoczyć.
W 73. minucie przed szansą stanął Baro, który chwilę wcześniej zastąpił Wolskiego. Portugalczyk wykorzystał błąd obrony gości, uderzył dobrze z pierwszej piłki, ale minimalnie niecelnie. Gdyby trafił, Strączek byłby bez szans.
Po zmianach zaordynowanych przez trenerów, to Radomiak zdobył przewagę. GKS cofał się coraz bardziej, ale Zieloni nie kreowali sobie zbyt dobrych sytuacji, często niecelnie podając w decydujących momentach akcji. Blisko skierowania piłki w światło bramki był w 80. minucie Tabsoba, ale zabrakło mu centymetrów.
W 85. minucie Baro bardzo dobrze uderzył z rzutu wolnego, ale świetnie zmierzającą pod poprzeczkę piłkę obroni Strączek. Dobitka Lopesa, została zablokowana przez obrońców. Reprezentant Republiki Zielonego Przylądka miał jeszcze dwie szanse w regulaminowym czasie, ale znów był blokowany.
Damian Kos doliczył 4 minuty, w których nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz tego, że to GKS był bliżej zdobycia gala, po akcji Galana.
Piłkarsko lepszy Radomiak, na murawie, którą mamy obecnie przy Struga 63 nie był w stanie zamienić tego atutu na bramki i punkty. Plus krótki okres regeneracji po meczu z Arką sprawiły, że Zieloni przypominał drużyny z poprzedniego meczu.
Następny mecz - trzeci z rzędu - Radomiak zagra na stadionie przy Struga 63, w piątek, 13 marca o godz. 20:30 z Legią Warszawa.