Śledczy, którzy badali kilka wątków, część z nich umorzyli z powodu braku znamion czynu zabronionego, a kolejne w związku z niewykryciem sprawców.
- Prokurator nie dopatrzył się znamion przestępstwa. Według mnie jest to mocno dyskusyjne, dlatego złożyłem na to postanowienie zażalenie do Sądu Rejonowego w Radomiu – przekazał w czwartek Tyczyński.
Przewodniczący Rady Miejskiej zaznaczył, że liczy na to, iż sprawa nie zakończy się umorzeniem, a Bąkiewicz stanie przed sądem i zostanie ukarany za swoje zachowanie.
- Czekam na decyzję sądu, bo uważam, że nie można dopuścić do tego, żeby płazem uchodziło to, że ktoś nie tylko zakłóca działanie organów publicznych, ale po prostu sieje anarchię i stwarza zagrożenie – zaznaczył Tyczyński. Przypomniał, że podczas sesji w marcu 2025 r. z udziałem Bąkiewicza i osób mu towarzyszących radni skarżyli się, że byli popychani, opluwani, wyzywani, a działacz zablokował mównicę i nie dawał dojść do słowa prowadzącym obrady.
- Nie wiem, co jeszcze prokurator musiałby dostać na stół, żeby powiedzieć, że było to przemocą wpływanie na działanie organu publicznego. Bardziej oczywistego wpływu niż blokowanie możliwości prowadzenia obrad trudno mi sobie wyobrazić – stwierdził Tyczyński.
W marcu 2025 r. w Radomiu odbywała się nadzwyczajna sesja, na której radni mieli przyjąć stanowisko w sprawie planów utworzenia w tym mieście Centrum Integracji Cudzoziemców. W pewnym momencie na sali pojawił się lider nieformalnej inicjatywy Ruch Obrony Granic Robert Bąkiewicz z grupą towarzyszących mu osób, podszedł do stołu prezydialnego z żądaniem dopuszczenia go do głosu, a następnie wbrew regulaminowi zajął miejsce na mównicy i nie reagował na wezwania do jej opuszczenia.
W związku z incydentem interweniowała straż miejska, co doprowadziło do szarpaniny, wezwania policji oraz przerwania obrad przez przewodniczącego rady. Niedługo potem Tyczyński złożył doniesienie do prokuratury. W jego ocenie, sytuacja, do której doszło w Radomiu, była bezprecedensowym naruszeniem prawa w sali obrad samorządu.
W listopadzie 2025 r. radomski sąd za zakłócenie porządku publicznego w trakcie sesji wymierzył Bąkiewiczowi karę grzywny.
Sprawą nadal zajmowała się Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód, która wszczęła śledztwo dotyczące „wywierania wpływu przemocą lub groźbą bezprawną na czynności urzędowe Rady Miejskiej w Radomiu”.
Śledczy badali łącznie pięć wątków związanych z tym incydentem. Opierali się m.in. na zeznaniach świadków i nagraniu z przebiegu sesji. Dwa wątki umorzono wobec stwierdzenia, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego, a trzy - z powodu niewykrycia sprawców.
Pierwsza badana kwestia dotyczyła bezprawnego zajęcia mównicy przez Bąkiewicza, odmowy dobrowolnego jej opuszczenia i kierowania gróźb pod adresem radnych w celu zmuszenia do określonego sposobu głosowania. Drugi związany był ze stosowaniem przemocy lub gróźb wobec funkcjonariuszy Straży Miejskiej przeprowadzających interwencje. W obydwu tych przypadkach śledczy uznali, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.
Kolejne trzy wątki obejmujące pomawianie radnych poprzez kolportowanie ulotek i plakatów, które miały ich narazić na utratę zaufania wyborców, naruszenie nietykalności cielesnej jednej z radnych poprzez jej oplucie oraz grożenie śmiercią innemu z radnych - zostały umorzone z powodu niewykrycia sprawców. (PAP)
ilp/ kcz/