Wynalazca, o którym mało kto słyszał
Twórcą gry jest Paul Alfille, amerykański programista, który w 1978 roku zmodyfikował starszą odmianę pasjansa zwaną Baker's Game i przygotował jej pierwszą komputerową wersję na system PLATO, wykorzystywany wówczas głównie na uczelniach. Kluczowa zmiana polegała na tym, że karty można było odkładać naprzemiennie według koloru, a nie tylko zgodnie z jedną barwą, co uczyniło rozgrywkę bardziej elastyczną i mniej zależną od przypadku niż klasyczny klondike. Na szeroką publiczność wyniósł ją jednak ktoś inny. Jim Horne, programista Microsoftu, poznał tę odmianę pasjansa jeszcze na studiach i przygotował jej kolorową wersję na Windows. Trafiła ona najpierw do pakietu Microsoft Entertainment Pack Volume 2, a prawdziwy przełom nastąpił, gdy Microsoft dołączył ją na stałe do Windows 95. Od tamtej pory gra pojawiała się fabrycznie na każdym kolejnym systemie, od Windows 98 po XP, trafiając w ten sposób na setki milionów komputerów na całym świecie.
Zagadka matematyczna, która zajęła internautom cały rok
Wersja dołączona do Windows oferowała graczom 32 tysiące ponumerowanych układów kart, co szybko wywołało pytanie, czy każdy z nich da się rozwiązać. W połowie lat dziewięćdziesiątych grupa entuzjastów skupiona wokół projektu The Internet FreeCell Project podzieliła wszystkie układy na mniejsze paczki i ręcznie sprawdzała je jeden po drugim, prosząc ochotników z całego świata o zgłaszanie tych, których nie udało się ukończyć. Prace zakończyły się w październiku 1995 roku, a wynik okazał się zaskakująco jednoznaczny. Z 32 tysięcy układów zdecydowana większość dała się rozłożyć, a jedynie garstka, wśród nich najsłynniejszy numer 11982, oparła się każdej próbie graczy na całym świecie. Ta niemal stuprocentowa rozwiązywalność odróżnia FreeCella od większości odmian pasjansa, w tym od klasycznego klondike'a, gdzie znaczna część losowych rozdań w ogóle nie ma rozwiązania, i tłumaczy, dlaczego gracze do dziś traktują przegraną jako błąd strategii, a nie kwestię pecha.
Dlaczego ta gra wciąż wygrywa z nudą?
Skoro niemal każdy rozdany układ da się teoretycznie rozłożyć, FreeCell nagradza przede wszystkim planowanie i cierpliwość, a nie szczęście przy tasowaniu talii. To właśnie z tego powodu przez dekady bywał polecany jako prosty trening pamięci roboczej i planowania sekwencyjnego, zajęcie chętnie polecane choćby osobom powracającym do sprawności po dłuższej przerwie od pracy umysłowej. Nie bez znaczenia jest też sama mechanika: cztery wolne pola, od których gra wzięła swoją angielską nazwę, dają graczowi realne narzędzie do naprawiania własnych błędów, zamiast bezradnego obserwowania zablokowanej talii.
Doświadczeni gracze podpowiadają zresztą jedną prostą zasadę, która tłumaczy większość przegranych partii. Zamiast przenosić karty do wolnych pól przy pierwszej okazji, warto zostawiać je puste tak długo, jak to możliwe, bo każde zajęte pole to jeden ruch mniej w rezerwie na później. To niewielka różnica w podejściu, która w praktyce odróżnia przypadkowe klikanie od świadomego rozgrywania partii do końca.
Dziś, gdy Windows nie instaluje już tej gry domyślnie, jej rolę przejęły serwisy przeglądarkowe, w których zasady pozostały identyczne jak w wersji sprzed dekad, zmienił się jedynie ekran, na którym rozkładamy karty. To dobrze pokazuje, jak niewielka, dobrze przemyślana mechanika rozgrywki potrafi przetrwać kilka pokoleń technologii, zanim ktokolwiek pomyślał o telefonie z ekranem dotykowym. Paul Alfille prawdopodobnie nie spodziewał się w 1978 roku, że jego niewielka modyfikacja starej gry karcianej stanie się jedną z najdłużej granych łamigłówek cyfrowej rozrywki.