Po awanturze, w której radny Wójcik miał uderzyć trenera Feio w twarz, szkoleniowiec wezwał na miejsce policję, która zebrała zeznania i dalej bada sprawę. Nam udało się dodzwonić do radnego Wójcika. Oto zapis krótkiej rozmowy.
Marek Wiatrak: Proszę opowiedzieć jak doszło do awantury z trenerem Goncalo Feio.
Dariusz Wójcik: Zacznę o tego, że kto nie pracował z trenerem Feio, ten nie wie jak traumatyczne jest to przeżycie i jak można człowieka wykończyć psychicznie. Ataki agresji słownej powtarzały się wobec mnie wielokrotnie. Trener miał pretensje o stan murawy, o jacuzzi, o stan boiska także na Narutowicza. Narzekał, że nie ma gdzie trenować.
Trener upatrzył sobie mnie jako osobę odpowiedzialną za to, a to przecież jest obiekt MOSiR-u, ja za to nie odpowiadam. Te ataki były wielokrotne i nie tylko wobec mnie, ale też wobec innych pracowników klubu. O tym co się działo, najlepiej świadczy zrezygnowanie z funkcji dwóch kierowników drużyny.
Jak wyglądało samo zdarzenie?
Po meczu wychodząc z loży przez przypadek natknąłem się na trenera Fejo. Wtedy powiedział do mnie coś w stylu "co wy zrobiliście z boiskiem, sk...ny" albo "co zrobiłeś z boiskiem sk...nu". Nie pamiętam tego dokładnie.
Wiem, że od jakiegoś czasu chowałem się przed trenerem Feio, nie chciałem wchodzić mu w drogę.
Niektóre media podają, że miał Pan podczas tego spotkania narzekać grę zespołu.
Nie, ja nie odzywałem się nawet słowem. Nic nie było o grze zespołu z mojej strony, absolutnie. Zresztą byli świadkowie, słyszeli to. Schowałem się do loży, a jak trener odszedł, poszedłem w drugą stronę korytarza. Czekałem na córkę, żeby jechać do domu, bo byłem zdenerwowany.
Chodziłem po korytarzu. Myślałem, że trener jest u siebie w gabinecie, ale traf chciał, że znowu się spotkaliśmy. I ja wtedy do niego z pewnej odległości powiedziałem, że nie życzę sobie, żeby nazywał mnie sk...nem, a moją matkę k...rwą. I po tym zaczęliśmy się zbliżać do siebie. On miał tak wściekły wyraz twarzy, zbliżył się do mnie blisko i myślałem, że chce mnie uderzyć głową. Odruchowo lewą ręką, chciałem zasłonić twarz i ta moja ręka niefortunnie poszła po policzku trenera. Tak wyglądało to całe zdarzenie z mojej strony.
Był pan przesłuchiwany przez policję.
Zostałem przebadany alkomatem - byłem trzeźwy. Zeznawałem na policji w charakterze świadka. Gdy wychodziłem z klubu z policją, znowu szedł trener. Powiedziałem do niego: - Trenerze, bardzo przepraszam za tą całą sytuację. Stało się, ale bardzo przepraszam."
Taka była moja cała reakcja, ale chciałem podkreślić, że byłem w sytuacji, w której poczułem realne zagrożenie fizyczne i moja reakcja była instynktowna i obronna. Pamiętam o zachowaniu trenera w innych klubach, gdy np. w dyrektora rzucił kuwetą. W każdym klubie, w którym był, podobne sytuacje się zdarzały. Dziś nie poszedłem do klubu, nie chcę sytuacji zaogniać.