Elmas KPS APR Radom - MTS Żory 19:19 (7:8, karne 5:6)
Od początku był to wyrównany mecz, w którym rządziła defensywa. Dość napisać, że po 15 minutach było zaledwie 3:2 dla gospodyń. Obie drużyny twardo broniły, przez co np. w ekipie APR praktycznie w ogóle nie istniały skrzydła.
Radomianki prowadziły 4:2, lecz MTS doprowadził do stanu 5:5. Końcówka pierwszej połowy też należała do przyjezdnych i to one zeszły na przerwę z jednobramkową przewagą.
Po zmianie stron od wyniku 10:11 to podopieczne Adriana Kondraciuka zdobyły trzy bramki z rzędu i przez kilka minut wynik krążył wokół ich przewagi jedną lub dwoma golami. Zespół Anny Niewiadomej jednak nie odpuszczał i doprowadziły do remisu 16:16 i miały szansę na wyjście na prowadzenie, ale w bramce APR świetnie się spisywała Natalia Kolasińska, a jej koleżanki znów doprowadziły do trzybramkowej przewagi na 3 minuty przed końcem regulaminowego czasu.
Rywalki jeszcze jednak się podniosły i po dwóch minutach zrobiło się tylko 19:18 dla APR. W ostatniej akcji meczu MTS dostał karnego, którego wykorzystał i o końcowym rezultacie decydowała serią rzutów z siódmego metra.
W pierwszych pięciu swoich strzałach oba zespoły były bezbłędne. W pierwszej dodatkowej serii po stronie Radomianek pomyliła się Matylda Milewczyk, a że rywalka pokonała Kolasińską, sprawa awansu musi się rozstrzygnąć w następnej, ostatniej kolejce Ligi Centralnej Kobiet. Radomianki podejmą w niej już w środę walczący o utrzymanie Start Pietrowice Wielkie. Aby awansować i nie oglądać się na rywalki z MTS, APR musi wygrać.