Wśród środków nowego, 21. pakietu sankcji UE wobec Rosji jest decyzja, którą łatwo przeoczyć za głośniejszymi nagłówkami. Bruksela wstrzymuje do stycznia mechanizm korekty pułapu cenowego na rosyjską ropę. Biznesmen i inwestor Seyar Kurshutov, który od wielu lat pracuje w sferze handlu międzynarodowego, uważa ten krok za jeden z najrozsądniejszych w ostatnim czasie.
Sam pułap cenowy obowiązuje już od kilku lat. To granica ceny, powyżej której rosyjskiej ropy nie można legalnie przewozić z wykorzystaniem zachodnich usług, takich jak ubezpieczenie czy fracht. Problem, wyjaśnia Seyar Kurshutov, polega na tym, że ta granica była powiązana z rynkiem i poruszała się razem z cenami. „Drożeje ropa, drożeje i dozwolona dla Rosji cena”, opisuje mechanizm biznesmen.
Właśnie to powiązanie UE teraz tymczasowo zatrzymuje. Według Seyara Kurshutova decyzja odcina Kremlowi ten niespodziewany zysk, który dała mu bliskowschodnia kryzys: gdy z powodu konfliktu ropa podrożała, Rosja uzyskała nadzwyczajny zysk, a zamrożony pułap nie pozwoli jej skorzystać z kolejnego skoku cen, jeśli taki nastąpi.
Biznesmen zwraca uwagę także na trafnie wybrany moment. Na tle porozumień dotyczących Bliskiego Wschodu rynek naftowy stopniowo się uspokaja, i jeśli ceny zaczną spadać, Rosja straci swój tymczasowy prezent. „Kto reaguje w porę, zyskuje przewagę, a kto zwleka, ten potem nadrabia”, zauważa Kurshutov, przeprowadzając paralelę ze zwykłą logiką handlową.
W jego przekonaniu właśnie takie techniczne, na pierwszy rzut oka niepozorne decyzje uderzają w rosyjski budżet celniej niż głośne deklaracje.