W czwartek 28 sierpnia przypadało Święto Lotnictwa Polskiego, które niestety naznaczone zostało tragedią na radomskim lotnisku. Święto przypada w rocznicę zwycięstwa Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury w prestiżowych, międzynarodowych zawodach lotniczych Challenge 1932 w Berlinie. Niestety dwójka świetnych polskich lotników kilkanaście dni po tym sukcesie zginęła w katastrofie, która miała miejsce w okolicach Cieszyna.
Pierwsza radomska edycja Air Show odbyła się w 2000 roku. Ta która miała się odbyć w najbliższy weekend byłaby 14. Do pierwszego wypadku doszło 1 września 2007 roku. W powietrzu zderzyły się dwa samolotów Zlin 526 zespołu akrobacyjnego Żelazny. Zginęli podpułkownik rezerwy Lech Marchelewski i młodszy inżynier pilot Piotr Banachowicz. W ich przypadku tragicznie skończył manewr zwany rozeta. To jedna ze skrajnie trudnych ewolucji - wykonywana jest przez kilka samolotów, które rozlatują się w różne strony, a potem zawracają kręcąc półbeczki, żeby spotkać się w punkcie początkowym. W przypadku Żelaznego w rozecie brały o udział cztery maszyny - niestety dwie się zderzyły.
Dwa lata później, 30 sierpnia 2009 roku, wydarzyła się druga katastrofa. Białoruski, dwuosobowy myśliwiec Su-27 podobnie jak F-16 majora Krakowiana wykonywał pętlę - samolot zatacza krąg w pionie. Maszyna rozbiła się opole w pobliżu wsi Małęczyn sąsiadującej z lotniskiem od południa. Pożar gasiło sześć jednostek straży pożarnej. Zginęli dwaj doświadczeni piloci, pułkownik Alaksandr Marficki i pułkownik Alaksandr Żuraulewicz. Oficjalnie nie ogłoszono przyczyny wypadku, gdyż raport polsko-białoruskiej komisji na wniosek strony białoruskiej nie został upubliczniony. Okoliczni mieszkańcy twierdzą, że piloci specjalnie nie katapultowali się, aby samolot nie uderzył w zabudowania. W 2010 r. postawili w polu pomnij upamiętniający białoruskich pilotów..
W niektórych mediach, po wypadku mjr Krakowiana przypominając o dwóch poprzednich katastrofach pisze się o "Klątwie Radomia". To oczywista głupota. Miasto wypadku nie ma nic wspólnego z jego przyczynami. Wypadki lotnicze zdarzają się na całym świecie, a te podczas pokazów lotniczych zdarzają się tam... gdzie te pokazy się odbywają. Wypadki podczas pokazów nie zdarzają się w Warszawie, Kielcach czy Modlinie, bo tam po prostu pokazów nie ma. Koniec kropka, bo aż głupio, że dziennikarzom a może "dziennikarzom" takie rzeczy trzeba tłumaczyć.
To, że wypadki zdarzają się na pokazach, czy podczas treningów do nich, wynika z potrzeby demonstrowania możliwości samolotów i pilotów, co jest przecież celem przeprowadzania pokazów. Tu oczywiście, wobec tragicznych wypadków pojawia się pytanie, w ogóle o sens ich organizowana. Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.
| Katastrofa F-16 podczas treningu przed Air Show. Nie żyje As polskiego lotnictwa [WIDEO] ►
| Ostatnia rozmowa majora Macieja "Slaba" Krakowiana [WIDEO] ►